No ale latam. Co mam zrobić.



Wróciłam! Wreszcie. Och, długo mnie nie było… Stęskniłam się za zgiełkiem stacji kosmicznych. Opłacało się. 40 mln przytuliłam lekką ręką.

Ekspedycje są zatem opłacalne i to bardzo. Oczywiście to był misja szkoleniowa. Więc sporo czasu straciłam na błędy i bezsensowne skany bezużytecznych obiektów. Szacuję, że najbliższa wyprawa potrwa tak samo długo, czyli 3 dni. Jeśli nie trafię jakoś pechowo (wystarczy tak jak teraz, a uważam, że szczególnego szczęścia też nie miałam) powinnam przywieźć ze sobą coś pomiędzy 80 a 120 mln. Kuszące.


Tyle, że muszę trochę odpocząć. Muszę trochę porozbijać się nowym Imperial Courierem po okolicy, oznaczyć parę ciekawych miejsc dobrych do handlu i zakupów. Mam też pomysł na budowę koparki, tak więc czeka mnie podejście do górnictwa v2. Mam pomysł na build dla statku i skupię się na początek na tradycyjnym kopaniu laserem bez tych boom, boom dziwactw, których nie ogarniam. Zobaczę jaki profit będę w stanie osiągnąć.

No i oczywiście Type-7 Heavy, potężny już transporter z 256 tonami załadunku. To daje nam już pewne możliwości transportowe, które choć generują mniejszy zysk na godzinę niż eksploracja to jednak jest to zysk natychmiastowy. Ładuję, lecę, rozładowuję i inkasuję wynagrodzenie.


Nie opublikowałam wpisu w kronice pokładowej. Rozbuduję go zatem o nowe doświadczenia.

Imperial Courier. Muszę przyznać, że lata się nim rewelacyjnie. Trzeba oczywiście jak wszystkiego nauczyć się walki. Nie jest to trudne, ale trzeba myśleć i jeszcze raz myśleć. Kontrola prędkości jest tu moim zdaniem kluczowa. Kontrolować trzeba jeszcze radar by określić swoją pozycję względem przeciwnika. A na koniec kontrola mocy. Są trzy grupy na które możemy przekierować moc naszej elektrowni. Systemy, odpowiedzialne między innymi za tarczę. Silniki czyli nasza prędkość oraz manewrowość. Ostatni to bronie. Trzeba ustawić wszystko tak by mieć najwięcej mocy tam gdzie jej akurat potrzeba. W między czasie trzeba jeszcze strzelać, robić uniki, rozglądać się (oddzielny kontroler), i odpalać systemy pomocnicze.


Nic prostszego. Na razie uczę się na małych słabych piraciątkach, co to w zasadzie nic nie robią. Ale Dużo ta nauka daje. Manewrowanie statkiem (jak na razie z włączoną asystą lotu) wcale nie jest takie proste. Przy pełnej prędkości mamy ograniczoną, spowolnioną manewrowość, zmniejszając ją zyskujemy na „obracaniu się” ale poruszamy się wolniej. Najlepszy więc sposób jest taki by odpalić boost. Daje nam to zwiększoną manewrowość i szybkość o 100% (zależy od statku) na krótki okres czasu. To dość. Tyle że problemem jest czasami zbyt duża prędkość. Tak wiem… Przyspieszenie boostem sprawia że momentalnie mogę ustawić się dziobem w stronę celu tyle, że jak natychmiast nie zredukuję prędkości, to mijam cel zanim zdążę odpalić rakiety.


No sami widzicie. Walka to nie takie tam dokowanie na stacji czy lądowanie na planecie. (a i to zdarza mi się spieprzyć). Uczę się zatem, bo lecąc znów w przestrzeń mogę trafić nie wiadomo na co.

Potrzebuję też troszkę gotówki jeszcze uzbierać. Mam już trzech inżynierów. Potrzebuję dla nich tylko zdobyć potrzebne do nawiązania współpracy „zachcianki”.

Na razie latam w „bańce” czyli skolonizowanej części galaktyki. Zbieram doświadczenie i fundusze ale… Już ciągnie wilka do lasu… Już bym się wypuściła w nieznane. Tym razem na dłużej, dalej i w bardziej nieprzewidzianym kierunku. Bez planu. Od Fuel Star do Fuel Star. Dalej i dalej.

Nie należę do tych, co odlatują na zawsze. Kiedyś wrócę. Szczególnie, że muszę kupić Anakondę. Jak to się stanie, wtedy przelecę całą galaktykę wzdłuż i wszerz.


Type-7. No to jest krowa. Strach tym latać. Szczególnie po niemiłej sytuacji gdy napadł mnie jakiś koleś, ostrzelał. Zostawił statek zniszczony w 70%, powiedział, żebym zostawiła Powerplay (czyli wspieranie głównych sił) i poleciał…. Ja to mam szczęście do oszołomów… Udało mi się dowlec do stacji. Nawet teraz, gdy wiem co nieco o walce, i tak byłabym bez szans. No ale latam. Co mam zrobić. W bardziej odległych i mniej uczęszczanych szlakach, ale latam. Pieniądz sam się nie zrobi.

Co do koparki, to oczywiście nie zapomniałam o niej. Czekam tylko na to aż uzbieram jakieś 15 mln. Gotówki i niebawem zdam raport z moich doświadczeń w tej materii.

Tymczasem do zobaczenia gdzieś tam w przestrzeni kosmicznej. o7

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Ło matko...

Malowanie figurek

Fenixy i Vinted